„To lalochezja. - Co? -Od dwóch greckich terminów: Lala i khezo. Mowa i wydalanie. - Aha. - Oznacza wyładowywanie się przez przeklinanie.”
Znacie to uczucie, kiedy uderzacie się w mały palec u nogi np.: o wystający próg, czy róg szafki? Szczerze? Jak bardzo opanowanym człowiekiem byście nie byli, czasami może Wam się wyrwać pewne słówko. Albo kilka. I czy to źle, że od czasu do czasu zdarzy nam się „porzucać mięsem”? Oczywiście, istnieją pewne okoliczności, w których zwyczajnie nie wypada – i na ten temat nie mamy zamiaru dyskutować. Ale przyznajcie sami – są sytuacje w życiu, kiedy używanie wulgaryzmów przynosi nam wewnętrzną ulgę i spokój. Wyładowanie przez przeklinanie to właśnie LALOCHEZJA. Skąd pomysł na
#słówkoTYGODNIA? Oprócz życia

i nocnego spotkania z szafką… wspaniałą kopalnią ciekawych słów, jest cała twórczość Remigiusza Mroza

Chyłka klnie tam, jak opętana, ale… robi to z klasą! Przekleństwa i wulgaryzmy są integralną częścią języka polskiego, nie oznacza to jednak, że powinniśmy przeklinać przy małych dzieciach, w miejscach publicznych, czy w sposób raniący uczucia drugiej osoby. To, jak i do kogo mówimy, świadczy o nas samych. Pamiętajcie o tym.

Pięknego dnia!


{gallery width=600 height=700}galeria2021/costam{/gallery}